Coup d’état czy la légitimité?

by AlbertoCarlos

Czy można nadać znamiona legalności władzy, zdobytej w sposób niezgodny z prawem? Równie dobrze moglibyśmy zapytać się, czy można uznać zabójstwo (a więc czyn sprzeczny z prawem naturalnym, ale i prawem pozytywnym) za legalne w świetle tego samego prawa? Postawione tedy pytania są sprzeczne wewnętrznie. Takoż tedy udzielając na nie pozytywnej odpowiedzi przeczyć będziemy prawom logiki.

Powyższe rozważania, a także wnioski z nichże wysunięte winniśmy odnieść do sytuacji, panującej obecnie w Najjaśniejszym Carstwie Brodryjskim, Obecna władza, a raczej instytucja (czy też osoba), która ją uzurpuje nie posiada prawnych podstaw do jej sprawowania. Tutaj winniśmy pochylić się nad sytuacją w jakiej doszło do objęcia, w sposób bezprawny (sic!) przez Aleksandrę Izabellę władzy. Może to właśnie okoliczności, w których doszło do koronacji w pewien sposób usprawiedliwią, oczywiście w sensie moralnym, jejże działania. Jak w tamtych dniach, po opuszczeniu przeze mnie Carstwa wyglądała sytuacja w państwie?

Jednak wpierw odniosę się – korzystając z dobrodziejstw platformy, która nie może zostać zablokowana przez cenzurę – do zarzutów stawianych mojej osobie. Chciałbym zaznaczyć, iż zdaję sobie sprawę z tego, że problem, który pojawił się w Najjaśniejszym Carstwie rozpoczął się z mojej winy. Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć kilka słów. Każdy z nas ma lub miał zapewne kiedyś okres, w którym absorbowała go tylko jedna sprawa. I to jej podporządkował całą swoją uwagę oraz ze wszystkich sił dążył do rozwiązania tejże sprawy. Gdy skupiamy się na tym jednym celu nie interesują nas rzeczy inne niż te, które jego dotyczą. Mówiąc kolokwialnie nie mamy głowy do skupienia się na innych sprawach. Tak było w moim przypadku. Proszę mi wierzyć bądź nie, ale sprawa, a raczej multum spraw, które skumulowały się pod koniec semestru oraz na początku przerwy zimowej uniemożliwiły mi całkowicie podjęcie jakichkolwiek działań.

Przyjdzie mi tedy skończyć dywagacje oraz powrócić do sprawy meritalnej. Wspomniałem już, że biorę na siebie odpowiedzialność za rozpoczęcie się kryzysu. Jednak nie mogę brać odpowiedzialności za jego tragiczne skutki oraz niemożność jego zażegnania, mimo narzędzi, które były natenczas dostępne (sic!). Primo, Najwyższy Akt Prawny mówi jasno, iż Duma Bojarów większością kwalifikowaną 4/5 głosów ma prawo zdetronizować monarchę jeśli ten nie przestrzega Najwyższego Aktu Prawnego. Dajmy na to – nie wywiązuje się ze swoich obowiązków. Kroku tego nie podjęto, ba nawet nie uwzględniono możliwości jego podjęcia. Po wtóre sprawa „uśmiercenia” obecnego monarchy. Był to krok rozsądny i dalekowzroczny, który sam popieram i nie winię nikogo za jego podjęcie. Wraz ze śmiercią straciłem niejako prawa do korony. Jednakże prawa do korony zyskał (zgodnie z prawem salickim tudzież prawem dworskim) zyskał mój syn – Mikołaj Patryk.

Le roi est mort, vive le roi!

To właśnie on winien objąć władzę po ogłoszeniu mej śmierci. Niestety stało się inaczej. Znów zgrzeszono „grutińszczyzną”. Znów zrezygnowano z dokładnej analizy prawa. Znów zaczęto działać na hura! Prawo dworskie definiowało oraz definiuje kto winien objąć tron po śmierci monarchy. Niestety stało się inaczej. Dlaczego? Czy Aleksandra Izabella sięgnęło po koronę z powodu własnej pychy? Może z powodu własnej niezaspokojonej ambicji? własnego egoizmu? Nie mnie odpowiadać na to pytanie. Chciałbym głęboko wierzyć, że zauzurpowała władzę w sposób przypadkowy, wynikając z nieznajomości prawa. Jednak pamiętajmy:

Ignorantia iuris nocet

W tym wypadku owa nieznajmość prawa – o ile ona była przyczyna wstąpienia na tron – istotnie zaszkodziła całemu państwu oraz dynastii. Niestety wydarzenia ostatnich dni utwierdzają mnie w przekonaniu, że Aleksandra Izabella wstąpiła na tron, by zaspokoić swoją ambicję. Nie chcę przywoływać rozmowy prywatnej, którą z moją byłą żoną odbyliśmy, lecz fakt odrzucenia mojej legalistycznej propozycji rozwiązania problemu sukcesji tronu został przez nią odrzucony. Co może, aczkolwiek nie musi, świadczyć o jej prawdziwych zamiarach.

Zdaje się więc, że uzurpacja władzy nie może zostać w żaden sposób zalegalizowana. Co więcej nie ma moralnych podstaw, by uważać uzurpację za usprawiedliwioną. Jest to jednak subiektywna opinia autora, podparta jednak merytorycznymi argumentami. Póty polemika nie zostanie podjęta, obecną quasi-władzę będziemy mogli uznać za: bezprawną, tyrańską oraz idiotyczną. Rozumiejąc ostatnie stwierdzenie jako „niewykształconą”, nieumiejącą podjąć dyskusji.

Reklamy