Corona Locuta

Gazeta Klubu Konserwatywnego

Month: Luty, 2015

To ja stoję za destrukcją Związku Brodryjskiego…

Jest piękna bialeńska zima, małe płatki śniegu wesoło tańczą za oknem, by ostatecznie stać się częścią białego puchu, który pokrywa dachy wolnogradzkich budynków. Znajdujemy się, wraz z moją rozmówczynią w Sali Reprezentatywnej Pałacu Prezydenckiego. W kominku tli się ogień, zapewniający względne ciepło w pomieszczeniu. Lokaj cicho wymyka się z Sali, by nie przeszkadzać rozmawiającej parze. Gdy żołądki odpoczęły po sycącej kolacji, sięgnęliśmy po napitki: trzynastoletni burgund – dla mnie oraz krystalicznie czysta bialeńska wódka – dla mojej rozmówczyni, Pani Prezydent Republiki Bialeńskiej Aleksandry Swarzewskiej. Zadowoleni, dzięki ulubionym trunkom zaczęliśmy rozmowę.

https://lh6.googleusercontent.com/-POue2ZZ5KEE/VOofALojqLI/AAAAAAAAAyU/b4o9EHyrQF8/s390/SM0_36-206.jpg

Adam Aleksander Dostojewski von Vincis:

Co Pani sądzi o przestrzeganiu prawa? Czy bliskie są Pani idee państwa prawa – notabene jednego z fundamentalnych założeń ustroju demokratycznego? Dlaczego?

Aleksandra Swarzewska:

Zawsze wychodzę z założenia, że przestrzeganie prawa jest najwyższym nakazem głowy państwa. Prawo musi być bezwzględnie przestrzegane, gdyż jak sam Pan powiedział jest gwarantem państwa demokratycznego. Prawo jest święte i nienaruszalne. Jego złamanie powinno nieść za sobą określone konsekwencje, naturalnie w zależności od sytuacji jej wagi. Drobne wykroczenia powinny być poddawane lżejszej karze, zaś poważne karane należycie, by dać wyrażany sygnał, że nie ma przyzwolenia na łamanie prawa.

Adam:

Zmieńmy może temat na nieco bardziej przyziemny. W ostatnich dnia zrzekła się Pani tronu Carstwa Brodryjskiego, co determinowało Pani decyzję?

Aleksandra:

Nie była to decyzja łatwa do podjęcia… Wpłynęło na nią wiele czynników. Przede wszystkim nagonka na moją osobę, której wszyscy byliśmy świadkami w ostatnim czasie. Była to zorganizowana bandycka akcja, nie usankcjonowana w żaden sposób. Zostałam poddana publicznemu linczowi. Co więcej byłam zastraszana!

Adam:

Dużo mówi Pani o bandytach i terroryzmie [v. decyzja o rezygnacji z tronu]. Może Pani nieco sprecyzować swoje oskarżenia? „Nagonka”, o której Pani mówi – będąca de facto troską o przestrzeganie prawa, co Pani sama uznała uprzednio za słuszne działania – nie była w żaden sposób niezgodna z prawem. Chyba, że rozmawiamy dwóch zupełnie różnych rzeczach…

Aleksandra:

Pan za dużo sugeruje (uśmiech) Zapewne by zepchnąć rozmowę na właściwy według Pan tor. Byłam zastraszana przez kilku członków rodziny von Vincis, dodatkowo nieustannie obrażana, na przykład na bialeńskich i sarmackich kanałach IRC.

Adam:

Ja proszę jeno o konkrety. Wie Pani, że nie zadawalam się rzucaniem pustych haseł, tym bardziej pustych oskarżeń. W jaki sposób Ci „bandyci” stali się bandytami?

Aleksandra:

Próbowali (co się im pośrednio udało) obalić panujący porządek w Carstwie Brodryjskim, chcąc przejąć władzę. Dlatego musiałam w szybkim tempie przekazać tron synowi, o którego też się obawiałam.

Adam:

W jaki sposób Pani grozili, jeśli można wiedzieć?

Aleksandra:

Nie wiem czy powinno to ujrzeć światło dzienne, mogłoby na prawdę skompromitować kilka osób… (chwila konsternacji) W dużej mierze się już z nimi rozprawiłam w wymiarze prywatnym. Gwoli zaspokojenia pańskiej ciekawości podam jedną z wielu gróźb. Otóż pewna osoba zagroziła mi, że jeżeli nie ustąpię z tronu mogę pożegnać się z prezydenturą. Wydawało mi się to kuriozalne, lecz osoba ta wykazała na możliwość manipulacji członkami bialeńskeigo Parlamentu. Wtedy poczułam się naprawdę zagrożona. Wpływy bandyckiej organizacji terrorystycznej (nie wiem w jaki inny sposób określić tę grupę) okazały się być wszechobecne.

Adam:

To bardzo ciekawe. Jednak zdaje się, że Parlament nie ma możliwości odsunięcia Prezydenta od władzy.

Aleksandra:

Tym bardziej było to przerażające… ten, kto mi groził wyrażał jasną możliwość ingerencji i przewrotu bez poszanowania prawa, tak jak było to zrobione w Brodrii.

Adam:

Sugeruje Pani zatem, że w Brodrii doszło do coup d’etate [zamachu stanu – red.]? Czy może Pani przybliżyć nam jego kulisy?

Aleksandra:

Tak w Brodrii doszło do pośredniego zamachu stanu. Gdybym nie zrezygnowała byłoby jeszcze gorzej, bo zapewne do tronu nie zostałby dopuszczony mój syn.

Adam:

Może Pani sprecyzować nieco swoje zarzuty? Kto i w jaki sposób miałby uniemożliwić sukcesję tronu Jego Wysokości?

Aleksandra:

Mój były mąż wraz z jego rodziną!

Adam:

(uśmiecha się) A w jaki sposób?

Aleksandra:

W sposób mi i im wiadomy…. między innymi przez nacisk psychologiczny, a także zapewne poprzez inne bandyckie metody.

Czytaj resztę wpisu »

Reklamy

Kto mruży oczy?

Słuchacie, słuchajcie!

Dobiega końca konkurs, organizowany przez Dwór Carski Najjaśniejszego Carstwa Brodryjskiego – „Z przymrużeniem oka o Jego Wysokości„. Spośród wszystkich prac, które wpłynęły do organizatorów, postanowiłem o wybraniu dwóch najlepszych. Są one autorstwa: Macieja Kamińskiego oraz Tomasza Rabatowicza. Pozwoliłem sobie na krótki komentarz do zwycięskiej pracy. Oto i ona…

https://lh4.googleusercontent.com/-rjul5v1TmJI/VOi0zJ1fsoI/AAAAAAAAAxw/1XxBc84Ysq4/s550/ChomikImage.aspx.jpg

Oto praca, która zajęła pierwsze miejsce, jej autorem jest Kniaź Kamiński. Odnosi się ona do komicznej sytuacji, która miała miejsce w czasach rozbicia brodryjskiej państwowości. Otóż powstały dwa oddzielne i niezależne od siebie ośrodki władzy – Związek Brodryjski (o okolicznościach jego powstania pisaliśmy w artykule Niezwykła szansa dla Brodrii) oraz Carstwo Brodryjskie, które wyewoluowało z rządu Federacji Brodryjskiej na uchodźstwie. Naturalnie oba państwa zwalczały się wzajemnie – nie obeszło się bez  obłożenia zakazem wstępu – praktyki znanej nieistniejącego a realnego świata – dygnitarzy carskich. Notabene „grutińszczyźniane” państwo zapomniało o obłożeniu zakazem wstępu ówczesnego monarchy – Adama Aleksandra I. Car postanowił wykorzystać ten fakt i udał się z wizytą prywatną do Związku. Reakcja władz była ambiwalentna, część polityków rządało natychmiastowej eksterminacji, czego wyrazem są słowa „ducha Grutina” (symbol ówczesnych wcieleń Grutina – Gałkiny tudzież Chruszczenki, ale także „antymasońsko” nastawionej części społeczeństwa). Jednak część (niewielka) ówczesnej związkowej elity próbowała załagodzić sytuację. Ostatecznie wygrali „patrioci”, monarcha został (w sprzeczności z ówcześnie obowiązującym prawem) eksterminowany. Wobec niemożności obrony Adam Aleksander postanowił wcielić się w postać przejaskrawionego brodryjczyka (w satyryczny sposób prezentujący postawę ówczesnego społeczeństwa), wyrazem owej metamorfozy jest „założenie okularów” (może mają one również dowartościować głównego bohatera owej satyry, są wszak symbolem… przenikliwości?). Wracając jednak do sytuacji przedstawionej w satyrze, ów „Nie-Fiodor” (Fiodor – dawne imię Adama Aleskandra Dostojewskiego von Vincisa) wypowiada słowa, które symbolizują cały (satyryczny) program, który sobą reprezentował – „Nienawidzę Bialenii”, chciałoby się dodać multum wykrzykników oraz jedynkę… Jednym z ciekawszy „projektów”, których podjął się ów „nie-Fiodor” było stworzenie partii politycznej o wdzięcznym skrócie – SRAKA, głoszącej antbialeńskie oraz antymasońskie hasła. Niestety ta oczywista satyra nie została zrozumiana przez społeczność Związku Brodryjskiego. Dzięki opacznie zrozumianym populistycznym hasłom „nie-Fiodor” zdobył tekę ministerialną – mimo braku kompetencji. Zdaje się, że przez słowa „ducha Grutina” o przekazaniu „nie-Fiodorowi” tego urzędu autor satyry chciał wyśmiać rozdawanie niepotrzebnych i w istocie nie funkcjonujący „stołków” w mikronacjach typu Związku Brodryjskiego. Wymownym momentem dzieła jest moment odkrycia prawdziwej tożsamości „nie-Fiodora” przez gawiedź z „prawdziwej Brodrii” oraz przynoszących efekty tłumaczeniach „nie-Fiodora”. Tutaj autor odsunął się nieco od rzeczywistości, w istocie taka sytuacja nie miała miejsca. Car Adam Aleksander, po tym jak dowiedziano się o jego prawdziwej – nie stało się to bynajmniej poprzez tożsamy adres IP – bronił się zaciekle przed ówczesnym „Trybunałem Rewolucyjnym”, wykorzystując luki prawne. Trwało to do momentu względnej zgody pomiędzy rządami. Tak więc – zgodnie z historią – żadnego grutińskiego „haraszo” nie było. Domyślać się możemy, że przez tę maleńką manipulację autor chciał odzwierciedlić poziom intelektu ówczesnych mieszkańców Związku Brodryjskiego, który nie stał na wysokim poziomie.

https://lh3.googleusercontent.com/-Ej3Jwjg4gPQ/VOi18WAJgKI/AAAAAAAAAx4/3lSDDn-8NlU/s800/a596f15274.jpg

Drugie miejsce zajęła praca Pana Tomasza Rabatowicza, będąca przedstawieniem ówczesnego Cara jako kucyka pony w barwach narodowych Najjaśniejszego Carstwa. W zamyśle autora takie przedstawienie miało symbolizować fakt, iż „Car to Brodria„. Czy tak było w istocie? Niech zadecyduje historia…

Obu uczestnikom serdecznie gratulujemy oraz zachęcam do odbioru nagród, które przygotowała Starobilaleńska Kompania Handlowa.

Krótka rozmowa pod urzędem

Wczoraj, gdy przechodziłem obok jednego z urzędów w Wolnogradzie byłem świadkiem rozmowy dwojga ludzi. Wyglądali nadzwyczaj przeciętnie. Jedna z nich to kobieta, ubrana w czarne ubranie, jakby żałobne ubranie. Jak później się dowiedziałem była naczelniczką owego urzędu. Drugi człowiek – mężczyzną, z cylindrem na głowie oraz w staromodnym fraku. Z treści rozmowy wywnioskowałem, że to kolejny z petentów, który niczym Syzyf, próbujący wtoczyć swój głaz na szczyt, domagaja się swoich praw w urzędzie. O czym rozmawiali? Sprawa była komiczna. Ich rozmowa, a przynajmniej ta część, której byłem świadkiem, przebiegałam mniej więcej w ten sposób.

Petent [P]: Paradne. Czy to, że ktoś uznał mnie za zmarłego oznacza, iż nie żyję? Wszak rozmawiam z Panią tu i teraz…

Urzędniczka [U]: Proszę Pana, nie w moich kompetencjach jest orzekanie o życiu pańskiej „żywotności”. Proszę zgłosić się do instytucji władnej podjąć taką decyzję.

P: Ależ Szanowna Pani zdaje się czegoś nie rozumieć. Mój obecny stan prawny uniemożliwia mi wybieranie się do jakiegokolwiek urzędu. Zewsząd – jako nieżywy – jestem odsyłany z kwitkiem. Proszę niech Pani raczy udzielić mi odpowiedzi na moje pierwsze pytanie [zapewne rozmowa trwała dłużej – A.D.]. Czy w obecnej sytuacji posiadam prawa obywatelskie?

U: Obawiam się, że nie. Mój poprzednik, zgodnie z ustępem 3 artykułu 5 ustawy o prawach obywatelskich z 12 marca 2014 roku, odebrał je panu. Niestety dopóty nie zostanie pan uznany za żywego, nie będę mogła przyjąć wniosku o przywrócenie tychże praw.

P: Cóż ma tedy zrobić? Do jakiego organu mam się udać?

U: Chętnie rozmawiałbym dłużej, ale Pan wybaczy obowiązki wzywają. Muszę udać się na ważną konferencję międzynarodową. Niemniej jednak życzę Panu powodzenia…

Po czy z uśmiechem na ustach i w poczuciu dobrze wykonanego obowiązku – wylania kubła zimnej wody na kolejnego petenta, przekroczyła drzwi urzędu. Ową bramę, niemożliwą do zdobycia dla zwykłego śmiertelnika. Nasuwa się na usta pytanie, czy władza istotnie służy narodowi i zwykłym prostym ludziom?

Coup d’état czy la légitimité?

Czy można nadać znamiona legalności władzy, zdobytej w sposób niezgodny z prawem? Równie dobrze moglibyśmy zapytać się, czy można uznać zabójstwo (a więc czyn sprzeczny z prawem naturalnym, ale i prawem pozytywnym) za legalne w świetle tego samego prawa? Postawione tedy pytania są sprzeczne wewnętrznie. Takoż tedy udzielając na nie pozytywnej odpowiedzi przeczyć będziemy prawom logiki.

Powyższe rozważania, a także wnioski z nichże wysunięte winniśmy odnieść do sytuacji, panującej obecnie w Najjaśniejszym Carstwie Brodryjskim, Obecna władza, a raczej instytucja (czy też osoba), która ją uzurpuje nie posiada prawnych podstaw do jej sprawowania. Tutaj winniśmy pochylić się nad sytuacją w jakiej doszło do objęcia, w sposób bezprawny (sic!) przez Aleksandrę Izabellę władzy. Może to właśnie okoliczności, w których doszło do koronacji w pewien sposób usprawiedliwią, oczywiście w sensie moralnym, jejże działania. Jak w tamtych dniach, po opuszczeniu przeze mnie Carstwa wyglądała sytuacja w państwie?

Jednak wpierw odniosę się – korzystając z dobrodziejstw platformy, która nie może zostać zablokowana przez cenzurę – do zarzutów stawianych mojej osobie. Chciałbym zaznaczyć, iż zdaję sobie sprawę z tego, że problem, który pojawił się w Najjaśniejszym Carstwie rozpoczął się z mojej winy. Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć kilka słów. Każdy z nas ma lub miał zapewne kiedyś okres, w którym absorbowała go tylko jedna sprawa. I to jej podporządkował całą swoją uwagę oraz ze wszystkich sił dążył do rozwiązania tejże sprawy. Gdy skupiamy się na tym jednym celu nie interesują nas rzeczy inne niż te, które jego dotyczą. Mówiąc kolokwialnie nie mamy głowy do skupienia się na innych sprawach. Tak było w moim przypadku. Proszę mi wierzyć bądź nie, ale sprawa, a raczej multum spraw, które skumulowały się pod koniec semestru oraz na początku przerwy zimowej uniemożliwiły mi całkowicie podjęcie jakichkolwiek działań.

Przyjdzie mi tedy skończyć dywagacje oraz powrócić do sprawy meritalnej. Wspomniałem już, że biorę na siebie odpowiedzialność za rozpoczęcie się kryzysu. Jednak nie mogę brać odpowiedzialności za jego tragiczne skutki oraz niemożność jego zażegnania, mimo narzędzi, które były natenczas dostępne (sic!). Primo, Najwyższy Akt Prawny mówi jasno, iż Duma Bojarów większością kwalifikowaną 4/5 głosów ma prawo zdetronizować monarchę jeśli ten nie przestrzega Najwyższego Aktu Prawnego. Dajmy na to – nie wywiązuje się ze swoich obowiązków. Kroku tego nie podjęto, ba nawet nie uwzględniono możliwości jego podjęcia. Po wtóre sprawa „uśmiercenia” obecnego monarchy. Był to krok rozsądny i dalekowzroczny, który sam popieram i nie winię nikogo za jego podjęcie. Wraz ze śmiercią straciłem niejako prawa do korony. Jednakże prawa do korony zyskał (zgodnie z prawem salickim tudzież prawem dworskim) zyskał mój syn – Mikołaj Patryk.

Le roi est mort, vive le roi!

To właśnie on winien objąć władzę po ogłoszeniu mej śmierci. Niestety stało się inaczej. Znów zgrzeszono „grutińszczyzną”. Znów zrezygnowano z dokładnej analizy prawa. Znów zaczęto działać na hura! Prawo dworskie definiowało oraz definiuje kto winien objąć tron po śmierci monarchy. Niestety stało się inaczej. Dlaczego? Czy Aleksandra Izabella sięgnęło po koronę z powodu własnej pychy? Może z powodu własnej niezaspokojonej ambicji? własnego egoizmu? Nie mnie odpowiadać na to pytanie. Chciałbym głęboko wierzyć, że zauzurpowała władzę w sposób przypadkowy, wynikając z nieznajomości prawa. Jednak pamiętajmy:

Ignorantia iuris nocet

W tym wypadku owa nieznajmość prawa – o ile ona była przyczyna wstąpienia na tron – istotnie zaszkodziła całemu państwu oraz dynastii. Niestety wydarzenia ostatnich dni utwierdzają mnie w przekonaniu, że Aleksandra Izabella wstąpiła na tron, by zaspokoić swoją ambicję. Nie chcę przywoływać rozmowy prywatnej, którą z moją byłą żoną odbyliśmy, lecz fakt odrzucenia mojej legalistycznej propozycji rozwiązania problemu sukcesji tronu został przez nią odrzucony. Co może, aczkolwiek nie musi, świadczyć o jej prawdziwych zamiarach.

Zdaje się więc, że uzurpacja władzy nie może zostać w żaden sposób zalegalizowana. Co więcej nie ma moralnych podstaw, by uważać uzurpację za usprawiedliwioną. Jest to jednak subiektywna opinia autora, podparta jednak merytorycznymi argumentami. Póty polemika nie zostanie podjęta, obecną quasi-władzę będziemy mogli uznać za: bezprawną, tyrańską oraz idiotyczną. Rozumiejąc ostatnie stwierdzenie jako „niewykształconą”, nieumiejącą podjąć dyskusji.